Ostatnio powstało wiele komedii romantycznych produkcji polskiej. Pomimo obecnego szału na „Lejdis ” i walących tłumami ludzi na tę komedię, sala, w której wyświetlane były „Rozmowy nocą „, również cała się zapełniła.
Na film ten udały się przede wszystkim parki, ale również grupy znajomych, chcących się rozerwać wieczorem.

Szczerze mówiąc, zapowiedzi emitowane w telewizji nie robiły szału, dlatego też idąc na seans nie spodziewałam się niczego rewelacyjnego. Myślałam sobie: „po prostu miła komedia, trochę się pośmieję, pewnie będzie parę dobrych tekstów, ale to wszystko czego można się będzie spodziewać po tym filmie „. Reżyserem tego filmu jest Maciej Ĺťak, scenariuszem zajęła się Karolina Szymczyk-Majchrzak, a zdjęcia wykonał Michał Englert.
Obsada to znane nam osobistości z innym produkcji. Rolę Matyldy – samotnej i zawiedzionej kobiety, odgrywa Magdalena Różczka, głównym pierwiastkiem męskim jest wcielający się w postać Bartka Marcin Dorociński. Reszta ekipy to: Weronika Książkiewicz (Weronka), Michał Piela (Misiek), Joanna Ziółkowska (mama Bratka). Fabuła filmu opiera się na szukaniu swojej drugiej połówki w mieście pełnym obcych ludzi.
Opisuje historię, w której Ona to zatwardziała realistka, niepozostawiająca sobie miejsca i czasu na marzenia. Zawiodła się już parę razy na mężczyznach, żaden związek bowiem nie okazał się strzałem w dziesiątkę, a więc postanawia być szczęśliwą singielką. Zarabia w dosyć nietypowy sposób, gdyż lepi anioły, a potem sprzedaje je do galerii. On jest romantyczny, trochę idealista, żyje w świecie, gdzie liczy się tylko „ta jedyna „. Nie szuka na siłę, chociaż mama, która mieszka tuż obok, nie hamuje się z wypowiedziami o mijającym czasie i dziwnym zachowaniu syna, który nie przyprowadza żadnych dziewczyn.
Dziwne aluzje i ciągłe komentarze skłaniają Bartka do zaglądnięcia w ogłoszenia towarzyskie. Tak rozpoczynają się nocne rozmowy dwójki samotnych warszawiaków. Są zupełnie różni od siebie, a jednak coś ich ciągnie do siebie, najprawdopodobniej „chemia „. On cały czas o niej myśli, ona stara się wyrzucić go z pamięci, bo końcu liczy się tylko cel. Nie może o tym zapominać, bo popsułoby to jej plany.
Mimo wszelkich przeszkód zakochują się w sobie, a film kończy się tzw. happy endem. Jak na polską komedię romantyczną przystało, było dosyć kolorowo, nierealnie, przyjemnie i szczęśliwie, ale i dosyć śmiesznie. Nie zabrakło zabawnych tekstów, dzięki którym cała sala pokładała się ze śmiechu. Jest to idealny film na walentynki, czy po prostu na relaksujący wypad do kina. Lubimy oglądać takie filmy, gdzie właściwie bohaterowie nie pracują, a stać ich na kolacje w restauracjach.
Chociaż do końca nie o to chodzi. Rzeczywiście film miał dosyć nierealną fabułę, a jego bohaterowie byli oderwani od rzeczywistości. Takie filmy są odzwierciedleniem naszych marzeń o cudownym, bajkowym życiu, dlatego jeśli chodzi o film to jestem na TAK. Uzasadnienie dosyć proste. Jak się idzie na komedie romantyczną to oczekuje się czegoś lekkiego, śmiesznego i mimo wszystko trochę nierealnego, film spełnia wszystkie te kryteria.
Opracowanie wspólne: Katarzyna Kupczyk (recenzja) & Marta Akuszewska (korekta)