Kolory, jak żywe
Po erze brązu z turkusem, zielenią i różem, nastał w modzie czas bardziej zwariowanych, żywych kolorów. Trendy nieuchronnie zmierzają do „neolat 60 „. Królują krótkie biało-czarne sukienki, bluzki z trójkątnym dekoltem, i przeszyciem po biustem, geometryczne kształty – zarówno w kroju, jak i w kolorystyce i wąskie spódnice do kolan.
Wiosnę witamy z jednej strony żywymi odcieniami zieleni, żółci, błękitu, fioletu, czerwieni, mocnym różem, a z drugiej – matematycznym niemal połączeniem niezniszczalnych: czerni i bieli. Brąz coraz wyraźniej znika z areny. Jeśli się pojawia – to w stylu safarii lub retro połączeń z pomarańczem. Brązowe zdarzają się także nadal dodatki czy wstawki kolorystyczne w stroju. Okres królowania tego koloru trwał przez bez mała dwa lata – w tym czasie brązowy stał niemalże drugą czernią. Teraz powraca czerń pierwsza, klasyczna i – czarna.
Ją – klasycznie – możemy łączyć z bielą, szarościami, czy elementami czerwieni. Wraz z triumfalnym powrotem czerni, na salony wkracza delikatna prawdziwa biel.
Już nie ecru, nie beż, i nie „kawa z mlekiem „. Klasyczna, świetlista biel. Tej zasady trzeba się trzymać przy doborze jakichkolwiek odcieni. Kolory są tej wiosny wyraźne. Koniec z pastelami, przybrudzonym różem, czy niebieskim. Moda wyraźnie polubiła osoby puszyste, którym w takich geometrycznych, dużych wzorach jest o wiele lepiej niż w delikatnych, zwiewnych sukienkach w drobny deseń.
am